Katarzyna Sobolewska
Chadzający korytarzami PWST człowiek „niedzisiejszy”, przedwojenny sztubak z ciężkim
tornistrem własnego dziadka[1] – tak niekiedy wspomina
się Jana Klatę (ur. 1973), reżysera i dramatopisarza, który zarówno swoją
powierzchownością, jak i niekonwencjonalnym sposobem bycia od samego początku budził
mieszane uczucia najbliższego otoczenia. Irokez, kurtka z pagonami, do tego
ciężkie oficerki. Styl żołnierski, buntowniczy – przepełniony aurą dziwności,
by nie rzec dziwaczności. Z wczesnego okresu teatralnej aktywności pozostał
irokez, pagony, oficerki, bunt i ostrość widzenia – zmieniły się realia, a nade
wszystko treść stawianych sztuce scenicznej postulatów. Ekstrawagancja
osiągnęła status względnie oswojonej – wpisana została w ramy bieżącego
kontekstu, sam z kolei Klata, wyważając z pełnym impetem drzwi „przedsionka
nowego paradygmatu” (Sierakowski 2005, 14), okrzyknięty został przedstawicielem
młodego, zorientowanego politycznie teatru wyrosłego z niezgody na zastaną rzeczywistość
i szereg rządzących nią mechanizmów.